Co mnie zadziwia w Grecji?

Mieszkam w Elladzie już cztery miesiące. Wcześniej bywałam tu na dwa, trzy tygodnie. Teraz, gdy stała się moim domem, jest kilka rzeczy, które mnie nadal zaskakują i do których nie mogę się do teraz przyzwyczaić. Postanowiłam się nimi z Wami podzielić.

1)      Grecy wsiadają za kółko po alkoholu. W Elladzie dopuszczalna dawka to 0,5 promila, jednak mało kto się tym przejmuje. Często do obiadu popijane jest piwo lub wino, a następnie wsiadają do samochodu.

2)      Sprawy łazienkowe. Po pierwsze strasznie denerwuje mnie fakt, że nie ma od razu ciepłej wody. Aby się wykąpać muszę zagrzać sobie wodę w bojlerze, czyli poczekać jakieś 15 minut.

3)      Kolejna sprawa dotyczy papieru toaletowego. Jeśli pojedziecie kiedyś do Grecji, zobaczycie, że nad spłuczkami przyklejone są kartki informujące, żeby nie wrzucać papieru do toalety, bo może się zapchać. Co w takim razie robią Grecy ze zużytym papierem? W każdej łazience znajduje się kosz na śmieci i tam należy wyrzucić papier. Jest to rzecz, której totalnie nie rozumiem. Mieszkańcy Ellady tłumaczą to faktem, że ich rury odprowadzające są tak cieńkie, że mogą się zapchać. No cóż, mnie się wydaje, że to jednak bardziej przyzwyczajenie, bo nigdy mi się to nie zdarzyło…

4)      Parkowanie. Od kiedy po mieście poruszam się samochodem lub skuterem, zauważyłam, że Grecy mają bardzo dużą wyobraźnię, jeśli chodzi o jazdę samochodem. Czasem zastanawiam się, jak to jest możliwe, że ktoś im dał prawo jazdy.. Robienie sobie parkingu z prawego pasa ruchu, to prawie codzienność.

5)      Wejście do banku. Może i jest to trochę głupie, ale za każdym razem ten fakt tak samo mnie zadziwia. Żeby wejść do banku trzeba najpierw nadusić przycisk i poczekać aż drzwi się otworzą. Następnie wchodzi się do przedsionka i aby przejść do głównego miejsca, musimy nadusić kolejny przycisk i czekać, aż poprzednie drzwi się zamkną. Jak dla mnie strata czasu. Mati mówi, że do dlatego, żeby nikt banku nie okradł… W Polsce często drzwi otwierają się automatycznie, a nie słyszałam o wielu napadach na bank… Cóż, co kraj to obyczaj.

6)       Ogrzewanie mieszkania. W tamtym roku jak byłam zimą w Grecji strasznie zmarzłam. Dlaczego? Po pierwsze mieszkania nie są w ogóle ocieplone. Po drugie grzeją tylko trzy godziny dziennie albo i  w ogóle. W tym wypadku zdecydowanie wybieram polski dom, w którym zawsze jest ciepło.

7)      Numerek w supermarkecie. Jak pierwszy raz poszłam na zakupy do sklepu, byłam zaskoczona. Na dziale mięsnym i z nabiałem stoi specjalne urządzenie, w którym pobiera się numerek, a następnie sprzedawczyni go wywołuje. Ma to swoje plusy – nie trzeba stać w kolejce, a w międzyczasie można robić inne zakupy.

8)      Picie kawy freddo… nawet kiedy pogoda jest niesprzyjająca. Grecy uwielbiają kawę. Nawet jak jest zimno, wietrznie i jedyne o czym marzę to schować się pod ogromną kołdrą, Grecy zasiadają w kawiarni i z zamiłowaniem piją kawę z lodem.

9)      Dodawanie cytryny.. do prawie każdego posiłku. Cytryna to chyba ulubiony grecki owoc. Nieważne czy to kurczak, jagnięcina, wieprzowina, owoce morza… Zawsze muszą być skropione sokiem z cytryny.

10)   Kiedy po raz pierwszy oglądaliśmy z Matim film w telewizji byłam zaskoczona. Obcojęzyczne filmy nie mają lektora, a oryginalny język. Każdy film, który puszczany jest w telewizji ma greckie napisy.

A Was, co zaskakuje w Grecji?

Greckie souveniry, pomysł na fajną pamiątkę

Jest wiele produktów, które możecie przywieźć jako pamiątkę dla siebie czy dla rodziny. Oto moje propozycje:

1) Kawa. To idealna pamiątka dla osób, które tak jak ja, nie przetrwają dnia bez tego trunku (a najlepiej dwóch). Ale uwaga. Żeby przygotować prawdziwie grecką kawę musimy zaopatrzyć się również w przyrządy do jej robienia. Na szczęście nie są jakoś specjalnie drogie. Do przygotowania parzonej kawy (Loumidis) będziemy potrzebowali briki. Jeśli natomiast chcemy przywieźć kawę mrożoną, której w Grecji wybór jest ogromny, warto zaopatrzyć się w  frappediser czyli coś, bez czego grecki dom nie istnieje. Jest to przyrząd, który ubija piankę. Nie jest drogi, kosztuje od 3 euro, a dzięki niemu będziemy mogli poczuć trochę Grecji.

2) Jako, że na Paros pracowałam w sklepie z sandałami, na drugim miejscu stawiam buty. Greckie sandały są bardzo dobrej jakości – skórzane, ręcznie robione. Dodatkowo jeśli kupimy z dobrego źródła (jak np. Atelier Paros ), będzie to na pewno pamiątka na lata. Pomysłowość Greków w tworzeniu butów jest fascynująca i każdy obcokrajowiec , który wchodził do mnie do sklepu zgodnie twierdził, że „Takich butów jak w Grecji to nie ma nigdzie na świecie”. Zdecydowanie się z tym zgadzam!

3) Jeśli ktoś zastanawia się nad alkoholem, który powinien przywieźć z Grecji również ma spore pole do popisu. Ouzo (Wódka anyżowa), Tsipouro (wódka z pozostałości winogron) lub jeśli chodzi o wina – retsina (wino z posmakiem żywicy sosny) i wiele, wiele innych… Sama nie wiem, co Wam doradzić. Każdy z nich trzeba po prostu spróbować i wybrać swój ulubiony smak. W przypadku alkoholi warto wybrać się do super marketu, a nie kupować na Monastiraki, gdzie ceny są trochę zawyżone. Można też zapytać Greka o lokalnych dostawców, co na pewno będzie najlepszym rozwiązaniem.

4) Wszelkie produkty z drzewa oliwnego. Grecja z tego słynie. W końcu to Atena przed laty podarowała Grekom ten krzak, wygrywając walkę z Posejdonem, o to, kto powinien zostać patronem stolicy… Co zatem możemy kupić? Całkiem sporo. Poczynając od oliwy (Warto spytać w tawernie), oliwki (gotowe, zapakowane hermetycznie lub do kupienia w supermarkecie), naturalne mydło, dostępne w każdym sklepie z pamiątkami (bardzo tanie około 1 euro) lub naczynia kuchenne wykonane z drzewa oliwnego – np. misa do ubijania czosnku, łyżki, deski do krojenia… Od koloru do wyboru!

5) Naturalne gąbki. Jeśli chodzi o gąbki ich wybór jest ogromny – począwszy od tej do twarzy, do ciała lub naturalne pumeksy do stóp.

6) Jeśli już zaopatrzymy się w gąbkę, warto też zajrzeć do apteki po kosmetyki marki Korres. To jedna z najbardziej rozpoznawanych firm na greckim rynku. Kosmetyki tworzone są na bazie  naturalnych produktów. Np. krem do ciała, który używam to 92,3% natury. Wiele kosmetyków próbowałam w Polsce, ale żaden z nich nie może się równać z marką Korres.

7) Biżuteria – Tak wymyślnej biżuterii jak w Grecji nie widziałam jeszcze w żadnym kraju. Złote wianuszki na głowę, żeby poczuć się jak w starożytności, pierścionki, bransolety, naszyjniki… Najchętniej kupiłabym wszystko :D. I sami musicie przyznać – połączenie złota lub srebra z kolorem morza jest genialne.

8) Komboloi – to korale, przypominające trochę nasz różaniec. Gdy się przyjrzycie greckiemu środowisku, zobaczycie, że sporo mężczyzn w kafejkach, restauracjach, metrze ma je przy sobie, przerzucając kulki pomiędzy palcami. Tradycyjnie nosili je ze sobą tylko mężczyźni, teraz robią furorę jako pamiątki. Na pewno jest to skuteczny zabijacz czasu :D

9) Przyprawy – bazylia, oregano, rozmaryn mają zupełnie inny smak w Elladzie. I choć możecie ja nazbierać sami, bo w Grecji te rośliny rosną przy drodze, można też je zakupić gotowe w super markecie.

A wy, co przywieźliście z GRECJI?

Tęsknota

Zaczyna się czwarty miesiąc w Grecji. Po dwóch i pół miesiąca pracy na wyspie i kilkudniowych wakacjach, wróciłam do Aten. Czekałam na ten moment każdego dnia, gdy byłam na Paros. Odliczałam godziny, by wrócić do „dżungli”, zacząć na nowo treningi, których najbardziej mi brakowało. Jednak przerasta mnie ich wielkość, mimo, że 6 lat mieszkałam we Wrocławiu. Uwielbiałam to miasto. Jednak po czasie spędzonym na wyspie stolica zaczyna mnie przytłaczać. Wszędzie korki, dom na domu. Zaczynam tęsknić za spokojem Paros, które poznałam pod koniec września. Wracam myślami do białych domków i wąskich uliczek. Zapachu nocnego kwiatu (jest taka roślina, która pachnie tylko nocą), gdy wracałam o czwartej nad ranem. Codziennych kąpieli w krystalicznie czystym morzu i dwugodzinnego plażowania przed pracą. Podróży skuterem po wyspie. Tęsknię za uśmiechniętymi turystami, którzy przychodzili do sklepu, chcąc kupić fajną pamiątkę z wyspy.  Być może wpływ na moje odczucia ma pogoda, która przypomina trochę jesienną polską chandrę. Wietrznie i deszczowo. Nie wiem. Być może potrzebuję czasu, by na nowo się odnaleźć. Zamieszkaliśmy z Matim w mieszkaniu, z którego zawsze jak tu byłam, wyjeżdżałam do Polski. I choć są to nasze cztery kąty, za każdym razem zastawiam się, kiedy nadejdzie moment pożegnania. Szukanie pracy – tak jak mówiono, łatwo nie jest. Ale próbuję. Dokładam wszelkich starań, by znaleźć cokolwiek. Zobaczymy jak będzie nam się żyć. Będziemy próbować. Choć niedawno obiecywałam sobie, że na sezon (choć mój nie trwał wcale tak długo) już nigdy nie wrócę, zaczynam zastanawiać się, a może jednak… Paros przyciąga. Jest jak magnes. Nieodkryta wyspa, na którą, jeśli raz pojedziesz, będziesz chciał zawsze wracać.

Tawerny, puby, kluby wyspy Paros. Gdzie warto?

Każdy z nas kocha jeść, a myślę, że jeszcze bardziej kochamy jeść na wakacjach… Dlatego postanowiłam dopomóc Wam i przedstawić restauracje, do których warto udać się na Paros. Być może ktoś z Was ma podobne kubki smakowe jak ja i tawerny oraz podawane w nich dania przypadną Wam do gustu :D. Poniżej opisałam też kilka barów i klubów, do których udało mi się dotrzeć podczas mojego trzymiesięcznego pobytu.

1.Z greckich dań najbardziej smakują mi owoce morza. Dlatego też numer jeden na mojej liście zajmuje ouzeria Koralli w Parikii. Jeśli ktoś jednak nie przepada za krewetkami czy ośmiornicą, na przystawkę może zamówić turokafteri (ser z ostrą papryczką), a na danie główne stek – wieprzowy lub wołowy albo ewentualnie kurczaka. Dwie pozycje, które według mnie powinniście zamówić? Sałatka Koralli oraz makaron z krewetkami w sosie ze świeżych pomidorów – wzbraniałam się przed tym, ale według mnie to jest najlepsza pozycja w karcie. Co poza tym? Taramosalata, czyli dip z ikry oraz świeże kalmary.  Jeśli tak skomponujecie swoją kolację, będziecie zachwyceni :D.

bl

20170922_211007

20170922_204214

2.Tawerna Klarinos w Lefkes. Nie trudno ją znaleźć, ponieważ znajduje się na końcu głównej ulicy Ramnos, jeszcze przed wejściem do wioski. Proponuję oczywiście sałatkę grecką, którą podają tu i z fetą i z ksinomisitra (rodzaj tradycyjnego sera podawanego na niektórych wyspach, mi trochę przypomina polski twaróg) oraz saganaki, czyli owczy ser smażony na patelni, którego koniecznie trzeba polać cytryną! Bardzo smaczne są też tirolia, czyli serowe, smażone kulki. Jeśli ktoś lubi kulinarne doświadczenia to powinien poprosić o greckie salingaria, czyli… ślimaki! Lefkes ma nawet swoje święto (gr. Pangiri), na którym to właśnie danie króluje na stołach. Jako danie główne koniecznie trzeba zamówić żeberka jagnięce i wieprzowe. Pyszne! Tawerna ma też własnej produkcji wino – białe, różowe i słodkie czerwone. Powinniście spróbować wszystkich :D

IMG_20170824_153156877 ŚlimakiIMG_20170921_204746741Sałatka grecka i Tzatziki

3.Restauracja Flora– druga tawerna w Lefkes, która może pochwalić się piękniejszym widokiem niż Klarinos. Nie jest w centrum, żeby się do niej dostać musimy wejść trochę pod górę, ale widok, który przedstawia warty jest tego spaceru. Czym zachwyca? Tradycyjne tzatziki lub skordalia (sos z ziemniaków i czosnku), sałatka grecka i żeberka jagnięce to idealny pomysł na obiad.

IMG_20170628_154915173 Widok z tawerny na Lefkes

4.Tawerna Paros – jeśli mieszkacie w Parikii i nie chcecie przepłacać w przybrzeżnych restauracjach, warto udać się do tawerny Paros, która znajduje się w głębi miasteczka. Siedząc, możecie obserwować jak kucharz przygotowuje dla Was mięsne danie. Co polecam na przystawkę? Grzyby smażone w panierce z tzatziki oraz saganaki. Jako danie główne żeberka jagnięce oraz kontosouvli (grillowana wieprzowina). Dla chętnych poznania nowych smaków kokoretsi – czyli danie z podrobów jagnięcych. Ma specyficzny smak. Z tych dwóch opcji, pierwsza Polakom bardziej przypadnie do gustu.IMG_20170923_203527324 SaganakiIMG_20170923_203546035 Smażone grzyby20170923_203901Kokoretsi

5.Naousa – czyli najbardziej imprezowa miejscowość i miejsce mojej pracy. Wbrew pozorom nie miałam okazji być w tawernie, ale mogę zaproponować Wam dwa miejsca, gdzie można zjeść tanie i smaczne souvlaki. Pita Frank oraz Souvlakia Kargas to miejsca, do których warto się udać, żeby spróbować najtańszego i najlepszego greckiego fast fooda.

Bary:

Jako, że miejscem mojej pracy była Naousa podam Wam więcej barów z tej miejscowości. Chociaż udało mi się w ciągu kilkudniowych wakacji wyskoczyć też do baru w Parikii, który polecę.

Naousa:

1.Fouska – nieduży bar z widokiem na morze. Drinki w cenie od 9 euro, ale można też zamówić tańsze piwo czy wino. Idealne miejsce na romantyczny wieczór we dwoje.IMG_20170707_242705173

2.San Fos – bardzo dobre drinki, choć trochę droższe. Widok zupełnie inny niż w pierwszym polecanym przeze mnie barze – jak z greckiej pocztówki – mały rybacki port, stateczki. Również bardzo romantycznie.

IMG_20170625_181115243

3.Sante – bar znajduje się w środku miasteczka pomiędzy kościółkiem, a mieszkaniami. Jest tu przyjemnie w momencie, gdy nad morzem wieje, ponieważ budynki osłaniają Nas z każdej strony.

Parikia:

Jeśli chcecie zobaczyć przepiękny zachód słońca to idealnym miejscem jest bepop w Parikii. Serwują kawy, świeże soki, piwo i drinki. Dla takiego widoku warto naprawdę warto się tam udać.

20170923_193234

Kluby:

Ciężko jest mi powiedzieć coś o klubach, ponieważ przez taki czas byłam tylko w czterech. Ale i z nich mogę Wam zrobić mini ranking, gdzie mi się najbardziej podobało.

  1. The Dubliner – chyba największy klub na wyspie znajdujący się w stolicy (Parikia). Jeden z fajniejszych, w których byłam. Bardzo przestrzenny – 4 sale taneczne z różną muzyką – każdy znajdzie coś dla siebie. Płacąc za wejście piwo przy barze dostajecie gratis :D.
  2. Akanthus – duży klub na obrzeżach Naousy, otwarty tylko półtorej miesiąca (połowa lipca – koniec sierpnia). Jeden parkiet, muzyka i grecka i pop. Można zaopatrzyć się w strój kąpielowy, bo przed wejściem znajduje się basen i leżaki, jakby ktoś chciał się pobawić i wykąpać przy okazji.
  3. Agosta – nieduży klub nad samym morzem. Mało miejsca do tańczenia, a dużo ludzi. W miejscu, w którym się znajduje, jest też wiele innych klubów (bardzo imprezowe miejsce), więc, jeśli komuś się nie spodoba, ma naprawdę sporą alternatywę. Ja w klubie lubię przestrzeń, dlatego umiejscowiłam ten pub na ostatnim miejscu.

Leukes – biała, górska wioska.

Leukes – to miejscowość, której nie można przeoczyć będąc na Paros. Jedna z najbardziej malowniczych wiosek na Paros. Znajduje się wysoko w górach i jest po dziś dzień zamieszkana. Kim byli jej pierwsi mieszkańcy? To uchodźcy z Krety i Naksos, ale też lokalni mieszkańcy wyspy, którzy w obawie przed piratami postanowili zamieszkać w górach. Ciekawy jest fakt skąd wzięła się nazwa miejscowości. Po pierwsze ma to związek z ubraniem rdzennych mieszkańców – biała czapka i białe spodnie.

21014583_1785702418136550_693883331_oTradycyjny strój, jednak spodnie powinny być koloru białego

Leukes to też nazwa drzew, których wiele jest w wiosce i od których wzięto nazwę. Jest to najbardziej „Zielona” miejscowość, dlatego też spacerując można delektować się dźwiękiem wydawanym przez cykady, cieszyć się widokiem wylegujących się wszędzie kotów, a nocą wsłuchać się w dźwięk świerszczy czy sów.

5

Leukes była pierwszą stolicą wyspy. Główna ulica to ulica to Ramnos, na której znajdują się tawerny, dom literatury, nieduży plac z posągiem upamiętniającym tych, którzy zginęli w II wojnie światowej. Na przeciwko znajduje się piekarnia, w której możecie zaopatrzyć się w pyszne, domowej roboty greckie produkty.

IMG_20170821_1314043709

Co jeszcze zachwyca w Leukes? Przede wszystkim fakt, że miejscowość nie została zniszczona przez turystykę. Przed domami, w kawiarniach często zobaczycie miejscowych popijających kawę lub ouzo i żywo dyskutujących. Przy odrobinie szczęścia, uda Wam się zobaczyć jednego z mieszkańców grającego na akordeonie.

4

Żeby zwiedzić całe Leukes samochód trzeba zostawić przed wioską, ponieważ uliczki są bardzo wąskie i nie ma możliwości wjazdu do środka. Mieszkańcy proszą też o zachowanie ciszy. Droga wyłożona jest dwoma rodzajami marmuru – na ten bardziej biały trzeba uważać, bo można się poślizgnąć. Warto zaopatrzyć się w okulary, bo wszechobecna biel odbija światło słoneczne.

6 7

Nad wioską górują wiatraki, które znacie z pięknych pocztówek. Ostatni z nich przestał funkcjonować w 1996 roku. Wśród małych, białych domków znajduje się ponad 30 kościółków, które otwierane są tylko w dniu ich święta. Najważniejszy Kościół nosi nazwę Świętej Trójcy i wyróżnia się na tle całej miejscowości.2

W Leukes najbardziej znanym jest święto ślimaków, które odbywa się w pierwszą sobotę po 15 sierpnia. Mieszkańcy bawią się do wczesnych godzin porannych. Co macie okazję spróbować? Ślimaki, skordalia, fasolę, tradycyjne sery, ciecierzycę z piekarnika i oczywiście wino! W trakcie święta możecie posłuchać na żywo tradycyjnych wyspiarskich piosenek. Jeśli w tym okresie będziecie na Paros to zdecydowanie zabawa, na którą trzeba się udać. Oczywiście w restauracjach, poza tym dniem również serwowane są tradycyjne dania. Dlatego Leukes warto odwiedzić o każdej porze będąc na Paros :). 

1 3

Atelier – historia greckich sandałów…

Jak szefowa dowiedziała się, że prowadzę stronę o Grecji poprosiła mnie, żebym napisała coś o jej firmie. Historia tworzenia butów w jej rodzinie zaczyna się w 1935 roku, kiedy to jej babcia  Aikaterini Korpi Zisi, utworzyła małą pracownię w Pireusie. Skórę z której wytwarzała buty, eksportowała z Krety. Jej pasję podzielał jej syn, który tworzył wzory inne od swojej mamy – bardziej eleganckie i nowoczesne. W 1984 roku na Antiparos (malutka wyspa przy Paros)  otworzył sklep, gdzie sprzedawał swoje produkty. Jak to w Grecji bywa, rodzinny biznes postanowili kontynuować i młodsi członkowie rodziny – Lucas, Callioppe i Konstantina. Lucas wraz z tatą produkuje buty w pracowni na Monastiraki w Atenach. Calioppe z mężem Stephanem i siostrą Konstantiną prowadzą dwa sklepy na Paros – w Naousie  i Parikii. W tym drugim możecie zobaczyć częściowo jak Calioppe tworzy buty – tzn. ma gotową podstawę i dodaje do nich różne kolory. Może to być też dla Was fajny przystanek podczas zwiedzania Parikii – zobaczyć jak są tworzone greckie buty. Proponuję jednak godziny wieczorne, wtedy zazwyczaj jest tam moja szefowa.

IMG_20170729_201430395

Wszystkie buty tworzone są ręcznie i jest to 100% grecki produkt, skóra używana do butów pochodzi od krowy. Do nadania innego koloru, nie są używane żadne barwniki, dlatego produkt jest przyjazny dla alergików.

IMG_20170729_201534389

Cóż mogę powiedzieć? Sama noszę sandały z tego sklepu i jestem bardzo zadowolona. Pracuję osiem godzin, a moje nogi nie odczuwają zmęczenia. Dodatkowo wyglądają naprawdę pięknie na nodze. Tak pięknie, że co trzeci klient chce mój model, który niestety się skończył. Przed sezonem każdego modelu w każdym rozmiarze produkują po trzy sztuki, żeby sprawdzić, które z nich najlepiej się sprzedają. Z racji tego, że są to buty wykonywane ręcznie, nie nadążają z produkcją. Z kolei zimą, na zamówienie, mogą przygotować buty jakie tylko chcecie! Wybieracie kolor, czy mają to być platformy, szpilki czy sandały.

IMG_20170729_201710093IMG_20170729_202110053_HDR

Przyciąga też cena, bo za skórzane buty 35-40 euro to nie jest dużo. Często mam klientów, którzy kupują jedna parę, a następnego dnia wracają po następną – czy na prezent czy dla siebie. Co oznacza, że nasze wyroby to naprawdę dobrej jakości produkt, który mogę polecić! Jest to na pewno fajna, praktyczna pamiątka na lata. Jedna z klientek przyszła do sklepu i powiedziała, że kupiła buty 20 lat temu i ma je do dzisiaj! Także jak widzicie, na naprawdę długie lata…

IMG_20170729_201718222 IMG_20170729_201733548 IMG_20170729_201800006_HDR

Prowadzona jest też sprzedaż wysyłkowa do krajów Unii Europejskiej paczka kosztuje 10 euro. Zapraszam do obejrzenia strony i do kontaktu ze mną przez profil Kochając Grecję lub bezpośrednio przez stronę www.thegreeksandals.com

IMG_20170729_201807951 IMG_20170729_201830821

Najpiękniejsze plaże Paros

 

 

 

 

 

 

 

Czas biegnie jak szalony. Niedawno zastanawiałam się czy dobrze  robię wyjeżdżając tutaj. Teraz minął już czwarty tydzień od kiedy mieszkam na Paros. Postanowiłam zrobić Wam ranking sześciu, moim zdaniem, najlepszych plaż, które dotychczas odwiedziłam. Jak odkryję nowe, warte zobaczenia na pewno też je opiszę. W wolnej chwili postaram się napisać i o tych, które mi się mniej podobają, żebyście sami mogli wybrać co jest dla Was najlepsze nie musząc się kierować moją subiektywną oceną.

z1     z

.1. Monastri (Μοναστήρι) – nazwa bierze się od klasztoru, który góruje nad plażą. Mogę śmiało powiedzieć że ma w sobie wszystko – beach bar, leżaki (za opłatą), kawę, piwo, drinki, przekąski i normalne jedzenie. Dodatkowo oferuje sporty wodne, wypożyczenie roweru wodnego czy kajaka. W pobliżu stacjonują jachty, tworząc nieziemski krajobraz. A w oddali rozpościera się widok na piękną Naoussę. Jeśli nie chcecie płacić za leżaki, można śmiało wziąć ręcznik i rozłożyć się na kamieniach. Po pięciominutowym spacerze docieracie w takie właśnie miejsce, gdzie jest spokój, cisza. Tylko wy i otaczające was morze. Jeśli jednak nie zadowala was taka forma wypoczynku, wolicie położyć się na piasku ale w ciszy i spokoju też jest taka opcja. Drogowskazy mówią, że w ciągu 5/15/22 minut możecie dotrzeć do skromnych plaż, bez muzyki i wielu osób. J Co jeszcze jest dużym plusem? Dno. Mogę wam szczerze powiedzieć, że kąpałam się w wielu morzach, byłam na wielu plażach. Ale w tym miejscu dno jest chyba najbardziej delikatne, z jakimkolwiek się spotkałam. Minusy? Jest dość daleko. Możecie dotrzeć do niej statkiem z Naoussy w cenie 6,50 euro w obie strony. Inna opcja? Wypożyczenie skutera lub samochodu, bo autobus dojeżdża tylko do Kolimpithres.

zm4

zm3

.2. Kalogeros (καλόγερος) plaża znana przede wszystkim z kąpieli błotnych. Możecie zabrać ze sobą wiaderko, żeby błoto rozpuścić albo znaleźć wydrążona dziurę, gdzie też da się to zrobić. Po kąpieli ciało jest gładkie jak pupa niemowlaka :D. Podoba mi się też to, że nie ma tam dużo ludzi. Nie uświadczycie beach baru, głośnej muzyki, toteż nie ma leżaków, ale piasek jest bardzo wygodny . Trudno też jest znaleźć cień, bo nie ma drzew ani palm. Plaża jest piaszczysta, również wejście do morza nie przysparza problemów. Nie potrzebujecie specjalnych butów. Jeśli będziecie chcieli coś zjeść, najbliższą tawerna jest około kilometra od plaży. Ale zapachy z niej są bardzo zachęcające. Jaki jest minus? Bez samochodu czy skutera dojazd może być problematyczny, bo autobusy nie dojeżdżają.

zm

.3. Kolimpithres (Κολυμπήθρες) Plaża jest znana ze względu na skały. Zdecydowanie jest to idealne miejsce na sesję zdjęciową. Grecy zadbali o to żebyście się nie odwodnili – znajdują się tutaj dwa beach bary i trzy, cztery tawerny, w których możecie skosztować greckiego jedzenia. Jeśli zdecydujecie się nie płacić za leżak, znalezienie cienia jest dość trudne, co nie znaczy że niewykonalne . Morze w tym miejscu zdecydowanie jest najcieplejsze. Bez problemu też dojedziecie autobusem lub dopłyniecie statkiem z Naoussy. Minusy? Jak dla mnie dość sporo ludzi, ale znajdzie się miejsce gdzie można w spokoju posiedzieć.

IMG_20170630_133904354

.4. Punda Coast. To plaża zdecydowanie dla młodych, szukających trochę rozrywki. Głośna muzyka, basen, hamaki, huśtawki, sporty wodne. Dwa beach bary, w których możecie napić się kawy, drinka, zimnego piwa czy coś zjeść. Jak to w Grecji przyjęte za leżak trzeba zapłacić lub coś zamówić w barze. Dno piaszczyste. Na plaży znajduje się też ratownik. Link do kilku zdjęć: 
https://www.instagram.com/p/BWSY3IrA5QD/

.5. Santa Maria. Plaża z beach barem, głośną muzyka. Dość płytko, żeby dotrzeć do miejsca żeby się wykąpać najpierw trzeba trochę pospacerować. Ale jeśli ktoś lubi jak dużo się dzieje i chce mieć wszystko pod ręką to miejsce dla niego. Plaża z ratownikiem i większą ilością ludzi od Punda. Niestety nie mam zdjęć, ale jak tam pojedziemy to na pewno pojawią się na instagramie :)

.6. Plaża w Naoussie. Nie jest to najczystszą plaża, nie ma beach baru a leżaki, które się tam znajdują prawdopodobnie są prywatne, bo są przypięte do parasoli. Piasek nie powala, sporo kamieni przy wejściu do morza. Ale jest w Naoussie, jeśli tam mieszkacie nie tracicie czasu na dojazd. Dodatkowym plusem jest to, że jak wieje ma świetne fale! Porównywalne do tych na Bałtyku. Można się poczuć jak nad polskim morzem :D. Jedyne czego brakuje to brzmiącego w uchu „jagodzianki, jagodzianki” :D.

Każda z plaż, które wymieniłam ma swój urok. Moim zdaniem, warto odwiedzić wszystkie po kolei i samemu zdecydować co kto lubi. Tak jak napisałam wcześniej, postaram się napisać i o tych, które średnio przypadły mi do gustu. Nikt o Paros w języku polskim nie pisze, dlatego postaram się Wam dawać jak najwięcej informacji o tej wyspie.

 

Polka w Grecji – przygod ciag dalszy

Zainstalowałam Worda w telefonie i będę pisać w wolnej chwili poza domem. Zmienił mi się styl życia (wracam o 4, śpię do 12, później plaża, obiad i do pracy) nie mogę wygospodarować chwili, żeby na spokojnie napisać post na bloga. Na szczęście dzisiaj mi się udało. Zapraszam do lektury.

Zaczynam powoli rozumieć styl życia, jaki prowadzą Grecy. Kiedy przyjechałam, priorytetem było dla mnie znaleźć pracę w godzinach popołudniowych. Po pierwsze dlatego, żeby pracować w tych samych godzinach co Mati. Mamy jeden skuterek, a z domu do Naoussy mamy 12 kilometrów. Z drugiej strony praca w godzinach wieczornych ma swoje plusy – rano (tzn. o 11 – 12) wstajesz, pijesz kawę i masz czas, żeby pójść nad morze, poopalać się i zrelaksować. Nie będę Was kłamać, ale to najprzyjemniejsza część mojego dnia :). Po trzech tygodniach, ciągle pracuję nad tym by wygospodarować czas na wszystko – śniadanie, plażowanie, gotowanie, pracę. Mnie samej byłoby dużo łatwiej się zorganizować, ale zmusić Greka do tego, żeby się pospieszyć, żebyśmy zdążyli wszystko zrobić graniczy z cudem :D.

Grecy mają tez to do siebie, że cieszą się z małych rzeczy i w niczym nie widzą problemu. Bo przecież kiedyś przyjdzie dzień, w którym wszystko się ułoży. W pewnym momencie, kiedy Ty widzisz tylko trudności, a wszyscy wokół Ci to mówią, masz ochotę ich wszystkich pozabijać. Ale może to jest sposób na życie? Nie zastanawiać się, nie analizować. Po prostu żyć.

Chciałam wam dać trochę wskazówek odnośnie pracy w Grecji. Zanim zaczniemy pracować, naszym obowiązkiem jest pójść do urzędu, w którym przygotowują nam dokumenty – AFM, AMKA, a na końcu IKA. Bez tego żaden pracodawca nas nie przyjmie. My wyrobiliśmy to w jeden dzień, ale zajęło nam to dobrych parę godzin, bo na Paros są to trzy różne biura znajdujące się w różnych miejscach. Kiedy już dostaniemy umowę, pracodawca powinien dać nam dokument poświadczający, że nas zatrudnił. Z nim udajemy się do banku, aby otworzyć konto. Od niedawna bowiem w Grecji obowiązuje prawo, gdzie pracodawca ma obowiązek przelać nam wypłatę na konto.

Wielu Greków przyjechało tutaj z innych wysp, z Aten do pracy. W sezonie turystycznym wypłata jest większa niż na lądzie. Dodatkowo zazwyczaj właściciel zapewnia Ci miejsce do spania. Nie wszystko jest jednak tak kolorowe. Znajomi, którzy pojechali na Mykonos mieszkają w baraku – 20 osób w jednym miejscu. My mamy to szczęście, że mamy swój kąt.
Pracując w restauracji, dowiedziałam się, że właściciel powinien zapewnić Ci darmowy posiłek pracowniczy. Oczywiście, jak wszędzie, znajdą się miejsca, w których nie jest to przestrzegane – tak na przykład w pierwszej pracy, nie zapewniano nam posiłku. Ja ostatecznie zmieniłam pracę i pracuję w sklepie z greckimi sandałami, z tego względu że mój były pracodawca szukał profesjonalnego kelnera – cokolwiek to znaczy. Ale nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszło. Praca podoba mi się bardziej, mam kontakt z wieloma narodowościami. Najbardziej wybredni są Włosi i Francuzi. Najmniej Kanadyjczycy. Choć z drugiej strony nie zawsze zależy to od nacji, a bardziej od osoby :)
Zdechęcam Was do spróbowania takiej pracy wakacyjnej. Wiem, ja miałam ułatwienie, bo tutaj ktoś na mnie czekał, nie jechałam w nieznane. Niemniej jednak każdego dnia miałam ofertę pracy, ale szukałam takiej, w której zarobię najwięcej. Jesli ktoś daje Wam mieszkanie, wyżywienie (tak jak w pracy w gastronomii) , w kraju, w którym jest euro i tak zarobi się więcej niż w Polsce. Bilety, jeśli kupi się z wyprzedzeniem, też są tanie. W ogólnym rozrachunku widzę więcej plusów niż minusów takiego sposobu na spędzenie wakacji. Dodatkowo  praca z różnymi narodowościami daje na pewno wiele doświadczenia. Poza tym to świetna przygoda, która na pewno pozostanie na długo w pamięci :).

P.s. postaram się, aby w następnym wpisie przybliżyć Wam bardziej Paros. Tak jak wspominałam, pisanie tu jest trochę utrudnione, ale czego się dla Was nie robi… :)

Żyć na greckiej wyspie Paros…

Jestem tu już prawie tydzień. Od soboty zaczynam pracę. Ostatecznie w zasadzie propozycji pracy miałam całkiem sporo, ale jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Szukałam takiej najlepiej płatnej. Dla mnie i Matiego to były ciężkie chwile. Dlaczego? Nasze podejście do życia jest zupełnie inne. On, jego rodzina i znajomi mówią mi „ale w zasadzie to czemu chcesz pracować? Przecież możesz sobie siedzieć tutaj dwa miesiące, chodzić na spacery, zobaczyć wyspę”. W tym momencie mam ochotę ich wszystkich udusić. Druga sprawa – przyjechałam tu za pieniędzmi. Chciałam zarobić. Znalazłam pracę łatwą, ale średnio płatną. Mati namawia mnie, żebym tam poszła – nie będę się ani denerwować, ani męczyć. Bo co zrobię z tymi pieniędzmi – zabiorę je do grobu? Ach. Jak zupełnie inne jest nasze podejście.

Z wielkiego miasta przeprowadziłam się na wieś. Mieszkam w małym białym domku na wsi, w górach. Na przeciwko mieszkają  jego dziadkowie. Wszyscy wokół się znają. Na szczęście zamiast osiołkiem, poruszamy się skuterkiem, więc nie jest tak źle. :D Market znajduje się 20 minut jazdy od Leukes. Po wiosce nie można jeździć skuterkiem (nawet się nie da, bo są tak wąskie uliczki), więc zostawiamy go przy wjeździe i do domu idziemy spacerkiem. Na szczęście jest całkiem blisko.

Dom, w którym mieszkamy jest kamienny. Obawiałam się, że umrzemy tu z gorąca, ale jest chłodniej niż na dworze. Tylko jak gotujemy obiad, robi się gorąco, ale na szczęście mamy wiatrak. Ostatnio ugotowałam sphagetti – znane w Grecji pod nazwą makaron z mięsem mielonym. Dziś Mati ugotował grecki obiad – ostatecznie wyszło z tego coś na kształt naszego rosołu, ale z ziemniakami. Pierwszy raz jadłam taki specyfik, nie było takie złe. Cokolwiek byśmy nie jedli na obiad, zawsze na stole musi znaleźć się jakaś odmiana sera i kapary. Na śniadanie codziennie rano pijemy zimną kawę. Nagram Wam filmik, jak ją przygotowujemy.

Jak nie zaśpimy, przed pracą jedziemy na plażę. Woda jest idealna. Plaże tutaj są bardzo czyste, byliśmy na jednej która miała piasek jak nasz polski!

Jeśli chodzi o turystów – codziennie słyszę nasz narodowy język. Ale jednak większość podróżników to Włosi, Francuzi i o dziwo Grecy. Trzeba to zmienić :D.

Niedługo dołączy do Nas jego brat i mama. Będę mieszkać przez dwa miesiące pod jednym dachem z grecką rodziną. To dopiero będzie wyzwanie. Jak to mówią Grecy – powoli, powoli (siga siga) będę Wam dawać znać co się u mnie dzieje.

Grecka przygoda rozpoczęta!

Mati ma cudowną rodzinę. Jego brat i dziewczyna odebrali mnie z lotniska i zawieźli do rodziców. Chwilę rozmawialiśmy o naszej przyszłości i usłyszałam to, co Grecy mówią najczęściej „nie martw się, wszystko będzie dobrze”. Uwielbiam to ich podejście. W domu czekali na mnie rodzice. Dostałam wytyczne, co powinnam, a czego nie powinnam robić na Paros :D.

Podczas mojego krótkiego snu (Spałam tylko 4 godziny!) przyśnił mi się mój nieżyjący już dziadek. Trochę mnie to zmartwiło, ale przeczytałam w internecie, że zmarli śnią nam się, gdy zmieniamy swoje życie. Dodatkowo rano zadzwoniłam do mamy i powiedziała, że to znaczy, że dziadek nade mną czuwa. Mam nadzieję, że ma rację .

Rano rodzice Matiego zjedli typowe, greckie, słodkie śniadanie, którego odmówiłam z racji niejedzenia słodkiego. Byli zdziwieni, ale na szczęście nie upierali się przy tym, bym zjadła. Wypiłam najlepszą grecką kawę i razem z tatą Matiego wyruszyliśmy do Pireusu.

19403769_1704972059542920_56127690_o

Teraz Siedzę na statku płynącym na Paros. Słońce delikatnie muska mi twarz, wiatr przyjemnie orzeźwia, jest wcześnie rano. W Polsce dopiero wstaje dzień, tutaj cały statek załadowany jest ludźmi – Grekami i turystami. Siedzę samotnie popijając ukochane freddo espresso i zajadając się spanakopitą. Płynę sama, mam dużo czasu, więc zastanawiam się nad swoim życiem. Póki co kupiłam bilet w jedną stronę – na Paros. Co będzie dalej? Nie mam pojęcia. Boję się przyszłości, która nie jest pewna. Ale zaryzykowałam. Zrobiłam to. I bardzo się z tego cieszę. Nawet jeśli nie powiedzie mi się w Grecji, wiem, że będą to wspaniałe chwile, które będę z przyjemnością wspominać. Mam jednak nieodparte wrażenie, że wszystko się ułoży po mojej myśli i znajdę tutaj szczęście. IMG_20170623_074108524